A pierdzielę, nie spędzę całych wakacji ciągle expiąc...
Tym razem wybór pada na ..*werble*... Obito i Madarę. ;_; W Naruto trwa wojna to się muszą odstresować w końcu nie? x3
(Itacz umarł, a raczej internety mu umarły )
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oboje weszli do kryjówki, w głuchej ciszy przemierzali skalne korytarze ciągle rozmyślając o planie Księżycowego Oka i tej bezsensownej wojnie, którą i tak mieli pewność, że wygrają. Pierwszy raz od dawna nie towarzyszył im żaden ogon, Zetsu był w trakcie szpiegowania, a Kabuto myślał jakich jeszcze pionków mógłby użyć w całej tej "grze".
Szli tak dalej aż doszli do największego pomieszczenia, które służyło im jednocześnie za salę obrad i jadalnię. Sala było tylko delikatnie oświetlona przez jakieś lampy i świece, prowadziły do niej tylko jedne drzwi z długiego korytarza, byli w podziemiach więc nie było tu żadnych okien, mimo chłodniejszej temperatury niż na powierzchni i tak było tam trochę duszno.
-Jak myślisz, uda się?-z lekką wątpliwością w głosie zapytał Madarę jednocześnie wyjmując z lodówki masę jedzenia typu instant, zaczął sobie coś przygotowywać.
-A czemu miałoby się nie udać? Dzieci zatańczą jak ojciec im zagra.-rozsiadł się wygodnie na krześle i oparł nogi o stół.
-A tobie nie za wygodnie?! To stół a nie kanapa więc łaskawie zdejmij giry z blatu bo nie mam zamiaru ich podziwiać w trakcie jedzenia.
-Coś mówiłeś gówniarzu?-zadrgała mu brew.-Nieładnie tak pyskować starszemu, a jak chcesz to mogę Ci mogę wsadzić nogę prosto w usta.
-Wiesz co mi możesz wsadzić..?!
-No co? Chętny?-mimo wszystko miał nadal tę swoją zimną nijaką minę, jakby nic go nie ruszało.
-Nie dzięki..-jego żelazna fasada jakby na chwilę opadła. Wyobraził sobie znowu Rin, niby chciał wybić sobie to już z głowy, tyle, że nie mógł od tak o niej zapomnieć, przestać tęsknić...-idę do siebie..
-A co z jedzeniem?
-Chcesz to weź, chcesz to wyrzuć, rób co chcesz...-poszedł ze smętną miną do swojego pokoju, usiadł na zwykłym łóżku postawionym w czterech pustych i zimnych szarych ścianach.-Rin...oddałbym wszystko bylebyś tu ze mną była...-siedząc tak i wpatrując się w sufit w końcu zasnął. Oczywiście nie przyśnił mu się nikt inny niż jego ukochana, tym razem nie spędzali cudownych chwil razem, ona stała w białej zwiewnej sukience wpatrując się w niego pustym wzrokiem niczym u lalki i szepcząc mu by o niej zapomniał, ze musi zakochać się w kimś innym, nie może cierpieć i tracić swojego życia dla kogoś kogo nie ma i nie wróci do świata żywych mimo wszystko.
Obudził się wygodnie ułożony w łóżku i do tego przykryty jakimś kocem, rozejrzał się po pokoju. Pierwsze o czym pomyślał to to, że Rin jednak się o niego zatroszczyła z zaświatów, a potem przypomniały mu się jej słowa.-Jak miałbym niby o Tobie zapomnieć..no jak..?
-Znowu sam mówisz do siebie? I na przyszłość..jak przychodzę się ciebie o coś zapytać to łąskawie nie rycz przez sen bo chyba z trzy paczki chusteczek na ciebie zmarnowałem. Znowu ona? Przecież nawet jeśli kochałeś tą laskę to ona i tak już nie żyje, pamiętaj, że masz się wziąć w garść bo musimy wygrać te wojnę.
-Wiem, znaczy..ja nie chcę....nie chcę tego dłużej ciągnąć..w tym pieprzonym śnie..powiedziała mi, że mam niby zakochać się w kimś innym, zapomnieć o niej bo jest martwa i prawdziwa nigdy już nie wróci, ani mam się nie bawić w ten cały szajs. Mimo, że to sen..sądzę, że miała rację.. To głupie..nawet jeśli plan Księżycowego Oka się powiedzie to co z tego? To będzie tylko iluzja, świat snów i marzeń, coś pustego, coś nie będzie dawało radości. Jedyna droga do szczęścia to osiągnięcie tego przez własny wysiłek. Trzeba pokonywać trudności, takie jest życie, a my po prostu użalamy się nad swoim losem jak dwa niedojrzałe bachory. Teraz rozumiem co Naruto miał na myśli...On miał rację, miał rację, rozumiesz to Madaro?! Zabiliśmy ludzi cennych dla innych tak samo jak dla mnie cenna była Rin, na jedno wychodzi, koło wojny i cierpienia się zamyka i ciągle będzie trwać a my to tylko zaogniliśmy!
-Zamknij się do cholery!-oparł się dłońmi o ścianę po obu jego stronach i wpatrywał się mroźnym wzrokiem w Obito.- Chcesz się teraz wycofać, co? Nie po tym co zaczęliśmy, teraz musimy to skończyć chcesz tego czy nie. Rin ci chyba powiedziała, co? Masz się zakochać w kimś innym i ać sobie spokój z zemstą. To czemu staje ci tylko na jej widok w śnie? Aż tak dawno sobie nie ulżyłeś bo myślisz, że ona nagle do ciebie przyjdzie i powie ci, że jednak żyje i cię kocha? Śmieszne...
-Przestań ty psychopatyczny zboczeńcu...wiem, że walisz sobie co noc.-Był i zdenerwowany i roztrzęsiony, ręce zaczynały mu drżeć a wraz z nimi całe ciało.- I gdzie się gapisz zbolu?!- zakrył się kocem.
-Już ja ci pokażę jak zachowuje się dobry ojciec..-przytrzymał go za nadgarstki.-Słuchaj Obito, takie przetrzymywanie się na siłę Ci nie służy. Ten jeden raz cię nauczę co robić w takich sytuacjach, jeśli będzie cię to krępowało to ten jeden raz mogę pozwolić ci żebyś wyobraził sobie Rin.
-C-co do cholery?! Nawet się nie waż mnie dotykać! E-ej..! Powiedziałem c-coś! Zabieraj łapska! Cholera...coś ty mi zrobił...czemu nie mogę się prawie ruszać?-Z niesmakiem patrzył na to co ten zmartwychwstalec robi w jego spodniach.
-Po prostu od tak dawna go nie ruszałeś, że teraz przy najdrobniejszych pieszczotach będzie ci bardzo przyjemnie. I bardzo dobrze. Dawno tego nie robiłem z kimś, już zapomniałem jakie to przyjemnie uczucie sprawiać, że to ktoś czuje się jak w niebie.-Jego wyraz twarzy zmienił się pierwszy raz od wielu wielu lat gdy to jeszcze był szczęśliwy z założenia Konohy, nareszcie w jego oczach nie była tylko smutna pustka, zmieniły kolor, stały się pełniejsze, tak jakby wreszcie zaczął robić co chciał i przypomniał sobie jak to jest życ według własnych życzeń, tu i teraz, a nie w wymyślonym świecie. Jednak wydawało mu się to zbyt piękne i miał wrażenie, że zaraz się obudzi w środku wojny i całej rzeczywistości więc chciał czerpać z tej chwili jak najwięcej. Szybkim ruchem ściągnął spodnie Obito do kolan wraz z bokserkami, w tym momencie poczuł na swoich ramionach zimne drżące ręce.
-Przestań...nie rób tego...-Obito poczuł się jak mały gówniarz, którego ojciec zaraz zleje za jakieś przewinienie, ten pierwszy raz trzymał dla Rin, tylko dla niej albo dla nikogo, a nie dla jakiegoś trupa i do tego faceta.-wszystko tylko nie to...
-Odprężysz się, wszystko będzie dobrze, zobaczysz.-wziął jego dłonie i znowu trzymał za nadgarstki, wybrał sobie taką pozycję żeby mieć do niego łatwy dostęp i pieścił jego nienaruszony stojący skarb ustami. Liżąc go od góry do dołu i co jakiś czas całując i ssąc dawał Tobiemu dawki przyjemności, do jego uszu docierały cichutkie jęki chłopaka, czuł, że przestał się mu opierać więc zaczął pracować dłońmi.- Tatuś nauczy cię kilku ciekawych rzeczy, nauczy cię czerpać przyjemność i nauczy jak powinieneś sobie dogadzać.
(Nie, nie mam zamiaru więcej pisać, robię się zazdrosna o Madasia T^T )
Minęło kilka dni, pomiędzy nimi nic nowego się nie wydarzyło, Obito nadal wracał do siebie po tej namiętnej, wymuszonej nocy. Miał ogromną nadzieję, że tego zboczeńca Madarę szlag trafi, a Kabuto i Zetsu, ani nikt inny na świecie nie dowie się o tym co się wtedy stało. Szedł do Madary żeby dać mu jakieś newsy dotyczące wojny, stanął jak wryty gdy będąc tuż przed drzwiami do jego pokoju usłyszał dziewczęce jęknięcia.- Co do cholery..?!- wyszeptał i bez zapowiedzi wlazł do środka.-Mało Ci zboczeńcu pieprzony jeden?!-wydarł się ale dopiero wtedy zaczęło do niego docierać co się dzieje.- R-rin...j-jak to..to przecież niemożliwe...-przeżył taki szok jak tamtego dnia gdy widział swojego przyjaciela mordującego jego ukochaną. Nie był w stanie wypowiedzieć słowa, tylko milczał.
-Obito..! Co ty tu robisz?
-Co ja tu robię?! Co ja tu, kurwa, robię?! Co ty tu robisz?! I dlaczego z tym oblechem?! Rin..
-No..Madara wskrzesił mnie..i tak jakoś wyszło, że się w nim zakochałam, Kakashi jest jakimś siwym nie wiadomo kim czytającym pornosy, a Madara jest inteligenty, seksowny no i łączy nas to, że musieliśmy odejść z tego świata. Daj spokój już...i tak ja już stąd odejdę niebawem.
-Dobra..jak chcesz..życzę miłej nocy..-wyszedł trzaskając drzwiami zostawiając kochanków w swoich objęciach, nie obchodziło go co dalej zrobi.
Obito się już więcej w ich kryjówce nie pojawił, nie brał udziału w wojnie, po prostu zniknął, przepadł tak samo jak jego miłość do Rin.
Madara przegrał wojnę, walka w pojedynkę nie niosła już ze sobą takich efektów mimo posiadania wielkiej nieograniczonej mocy, postanowił odejść razem z Rin, coś go do niej przyciągnęło, pewnie to, że mu zaufała bezgranicznie.
Co do Rin...z jednej strony była inteligenta, a z drugiej była zwykłą pustą, puszczalską idiotką.
TAK BARDZO HAPPY END BY HARU ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz